Cześć.
Dziś powiem Wam o czymś co mnie strasznie dręczy. Nie umiem znaleźć swojego gatunku muzycznego. Chociaż uwielbiam Miley i Eda, nie przestanę. Raz słucham rapu, raz popu, innym razem reggae. Może słucham tej muzyki 2 tygodnie, a potem przestaje. Wariuję już, bo to naprawdę jest okropne, że nie umiem znaleźć swojego miejsca... Krążę w kółko, bo serio nie wiem co zrobić i znalazłam ostatnią deskę ratunku. ROCK (czy też okolice tego gatunku)! Jestem katoliczką i często się martwię o to czy na pewno jest to "zgodne" z wiarą, ale... ALE mamy takiego nowego wikarego w parafii i byłabym pewna, że każda z Was polubiłaby go. Na ostatniej młodzieżówce puścił nam filmik, w którym było zawarte przesłanie, że nie ważne czego słuchasz... metal, punk (nie znam się) czy rock... Jezus cię kocha, nawet jeśli masz glany itp. A na koniec najlepszy tekst na świecie "A co jeśli teraz Jezus przyszedłby na świat w glanach i w irokezie?" Doszłam do wniosku, że to nie ma znaczenia... I spróbuję tego typu muzyki, nie mówię, że chcę się ograniczać tylko do rocku, ale chcę mieć jakiś punkt odniesienia!
No i postaram się coś jeszcze odkryć. Strasznie też polubiłam tą
vlogerkę i przez nią zaczęłam słuchać 30STM. Chyba zaczynam określać siebie, eh. jakie to trudneee! Poradzicie mi coś? ;(